Historia Mateusza. “Żyje w innych”
– Każdego wieczoru rozmawiam z rodzeństwem Mateusza, 7,5-letnią córką i 9-letnim synem. Przed snem tłumaczę im, że właśnie dzięki Mateuszowi żyją inni ludzie. Wierzę, że dzieci mają prawo znać prawdę – bez koloryzowania i upiększania, nawet jeśli ta prawda boli – mówi Joannna Drabik.
Przeczytaj także: Ktoś patrzy na świat oczami Adama.
Opowiada, że pierwszą rozmowę przeprowadziła z synem rok temu. Nie mógł zasnąć, oglądali razem serial „The Good Doctor”. Akurat był odcinek o transplantologii. Padło wtedy wiele pytań. – Odpowiadałam szczerze. Najpierw był płacz, potem przyszło zrozumienie. Z młodszą córką jeszcze nie rozmawiałam, czekam, aż będzie gotowa – mówi pani Joanna.
Widzi, że nadal w naszym społeczeństwie śmierć i przeszczep są tematami tabu. Uważa, że trzeba to zmieniać. – Powinno się o tym mówić w szkołach, rozmwaiać, że czasem robimy wszystko, by ratować naszych bliskich, ale nie zawsze jesteśmy w stanie ich uleczyć. I że w takich sytuacjach oddanie cząstki ukochanej osoby może oznaczać życie dla kogoś innego – przekonuje mama Mateusza.
Mateusz uległ wypadkowi
25 marca 2023 roku Mateusz, świetny chłopak, idealny starszy brat, spadł z antresoli. Gdy przebywał na OIOM, mama była przy nim bez przerwy. Opowiadała mu historie z ich życia, śpiewała kołysanki, trzymała go za rękę. – Prosiłam Boga, by zabrał mnie zamiast niego – wspomina pani Joanna.
27 marca lekarze pokazali jej obraz zniszczonego mózgu syna, mówili szczerze, że to koniec, że nie są w stanie go uratować. – To ja pierwsza powiedziałam: „Możecie brać wszystko, co chcecie. Mati by tego chciał” – ,mówi pani Joanna. W rejestrze sprzeciwów danych Mateusza nie było. Rozpoczął się proces odłączania od aparatury podtrzymującej oddech i bicie serca.
– Przed pobraniem narządów przygotowałam syna. Kolega ogolił go, ja obcięłam mu paznokcie, nabalsamowałam go, jak wtedy, gdy był malutki. Leżałam obok i słuchałam rytmu jego serca, chcąc zapamiętać go na zawsze. Gdy przyszła pora, przytuliłam go najmocniej, jak potrafiłam. Powiedziałam, że go kocham i że jest moim bohaterem. Widziałam go ostatni raz przy windzie – jeszcze ciepłego, gdy klatka piersiowa unosiła się i opadała – wspomina pani Joanna.
Mówi, że nie wszyscy zrozumieli jej decyzję. Ona sama też nosiła w sobie wątpliwości. – Dziś wiem, że postąpiłam zgodnie z sumieniem. To ja go urodziłam i to ja byłam z nim do końca – od kołyski aż po grób – mówi.

Mateusz dał życie
Miesiąc po śmierci Mateusza, zadzwoniła lekarka. 21-letni chłopak dostał jego wątrobę – żyje. Dwóch mężczyzn, 19- i 39-letni, dostało nerki – żyją. Narządy pracują. – To dało mi wiarę, że choć moje dziecko nie zdążyło przeżyć swojego życia, ocaliło życie innych – mówi pani Joanna.
Dziś wie że wszystko było po coś. – Choroba, którą przeszłam, nauczyła mnie pokory. Doświadczenia życiowe uświadomiły mi, że nic materialnego nie jest na zawsze. Mateusz nauczył mnie bezwarunkowej miłości, poświęcenia i tego, że miłość nie umiera wraz ze śmiercią człowieka. Tęsknota stała się moją towarzyszką, a czas ziemski – tylko chwilą do ponownego spotkania. Nie wiem, kim są biorcy narządów mojego dziecka. Być może nigdy się nie dowiem. A może kiedyś minę się z kimś na ulicy, zupełnie nieświadomi tego, co nas łączy. Wierzę, że wszystko dzieje się po coś – mówi mama Mateusza.
Zdjęcia: Archiwum rodzinne






