Historie ludzi


Podziel się

Dowiedz się więcej o akcji

Czytaj

Jego życie było czarno-białe. Teraz jest jak kolorowy film

 

Chorzy na mukowiscydozę są na razie skazani na przedwczesną śmierć, nikt jeszcze nie wynalazł lekarstwa na tą straszną chorobę. Można jednak przedłużyć życie pacjentów. Taką szansę wraz z nowymi płucami dostał 29-letni dzisiaj Mateusz Błazik.

Mateusz dostał nowe płuca w sierpniu 2013 roku. Był pierwszym pacjentem z mukowiscydozą, u którego wykonano w oddziale VII, Klinice Chirurgii Klatki Piersiowej i Transplantacji Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Szczecinie Zdunowie. Wcześniej przeszczepu u takich pacjentów wykonywano tylko w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Mężczyzna doskonale pamięta moment, w którym zadzwonił do niego dr hab. n. med. Bartosz Kubisa, kierownik zespołu ds. przeszczepiania płuc szczecińskiego szpitala z informacją, że są dla niego nowe płuca. Był wtedy akurat w szpitalu, tyle że w Poznaniu. Jego stan tamtego lata tak bardzo się pogorszył, że trzeba było położyć go na OIOM. Pokonał kryzys, został przeniesiony na oddział pulmonologiczny, miał następnego dnia zostać wypisany do domu po wielu tygodniach leczenia. – Był piękny wieczór, pielęgniarki zmieniały się na dyżurze, siedzieliśmy z nieżyjącym już niestety kolegą z oddziału na zewnątrz, gdy zobaczyłem, że ktoś do mnie dzwoni z nieznanego mi numeru telefonu – wspomina 29-latek.

Życie na uwięzi

Do Szczecina przetransportowała go karetka, po północy był już na miejscu. Natychmiast rozpoczęto serię różnych badań, wypadły pomyślnie, więc rozpoczęto przygotowania do zabiegu, m.in. mycie w specjalnym, odkażającym płynie. Transplantacja płuc należy do najtrudniejszych, jednak mimo ryzyka liczba przeszczepów płuc rośnie, bo dla najciężej chorych pacjentów, takich jak Mateusz, nie ma innej opcji wydłużenia życia, nie można im już pomóc farmakologicznie ani w żaden inny sposób. Mateusz przed przeszczepem nie ważył nawet 50 kilo mimo, że był dożywiany przez PEG – czyli dziurę bezpośrednio do żołądka. W oskrzelach chorego zalega gęsta, lepka wydzielina, idealna pożywka dla drobnoustrojów, dlatego Mateusz co chwilę zapadał na infekcje dróg oddechowych. W 2013 roku wymagał wielu pobytów w szpitalu i podłączania do CPAP, czyli wentylacji przez maskę.

– Nie mogłem już żyć bez butli z tlenem. Nie opuszczałem mieszkania, bo przenośny koncentrator tlenu już mi nie wystarczał, nie dawałem rady. Mój świat zamykał się w obszarze ośmiu metrów od butli z tlenem, tyle miał łączący mnie z nią przewód. Nie byłem w stanie nawet sam się umyć, byłem tak słaby, pomagał mi tata – opowiada mężczyzna. Bez tlenu nie był w stanie wykonać nawet trzech kroków, pójść do ubikacji. Jego organizm nie radził sobie z usuwaniem dwutlenku węgla, więc zaczynał mieć kłopoty z orientacją i pamięcią. Rodzice co chwilę musieli wzywać do domu pogotowie. Dni mijał mu na rehabilitacji, oklepywaniach, inhalacjach i innych zabiegach, które choć trochę miały wspomóc pracę jego płuc.

– Życie po przeszczepie to ogromna zmiana, wreszcie mogę czerpać z niego radość. Pracuję, co daje mi wiele satysfakcji i umożliwia kontakt z ludźmi – opowiada. – Osoby zdrowe nawet nie są w stanie sobie wyobrazić, ile radości po przeszczepie może dać na przykład możliwość samodzielnego pójścia do ubikacji. To tak, jakby porównać film czarno-biały do kolorowego – dodaje.

Życie pełne radości

Nie było łatwo. Sama operacja trwała ponad 8 godzin. Potem pojawiły się różne problemy, m.in. nerki Mateusza odmówiły pracy, musiał się dializować. Potem po powrocie do domu musiał zmierzyć się z reżimem sanitarnym – codzienna zmiana pościeli, całego ubrania, unikanie kontaktów z chorymi, skrupulatne dbanie o higienę. Do końca życia będzie musiał zażywać leki, godziny 8 i 20 są święte, leki musi zażywać dokładnie o tej porze. Jeździ też co kilka miesięcy na wizyty kontrolne do Szczecina. – Czuję się doskonale – mówi.

Kilka chorych osób. które poznał, zmarło. – Myślę, że jak najczęściej powinno się pokazywać historie takich osób, jak ja, by uświadamiać ludziom, że dla ciężko chorych przeszczep to jedyna szansa na uratowanie życia – mówi.

Historia udanych przeszczepów płuc w Polsce zaczyna się od 2001 roku. Wtedy prof. Marian Zembala wykonał w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu pierwszy udany przeszczep serca i płuc jednocześnie. Dwa lata później w Zabrzu wykonano pierwszy pomyślny przeszczep pojedynczego płuca.

Mateusz zbiera pieniądze na kosztowne leki i rehabilitację, wspomóc można go:tutaj.


Już 13 kwietnia spotykamy się w Wiśle!

Czytaj więcej...
Partnerzy