Lekarze stwierdzili, że pan Radosław ma ciężką niewydolność serca.
U 35-latka zdiagnozowano ciężką niewydolność serca z bardzo poważnymi zaburzeniami rytmu. Był to stan bezpośredniego zagrożenia życia. Mężczyzna został przyjęty do Kliniki Kardiologii. Początkowo leczenie przyniosło szybki efekt, a stan pacjenta się poprawił. Jak mówi szef kliniki prof. Karol Kamiński, w drugiej dobie wszystko się zmieniło.
– Kiedy zobaczyliśmy, że stan pacjenta zaczyna się pogarszać, przede wszystkim w parametrach krwi, od razu poprosiliśmy o konsultację pod kątem leczenia interwencyjnego – mówi prof. Kamiński.
Dr Szymon Kocańda, zastępca kierownika Kliniki Kardiochirurgii USK, wyjaśnia, że pacjent był w ciężkim wstrząsie kardiogennym i miał praktycznie „stojące” serce. Jedyną możliwością uratowania życia było wszczepienie pozaustrojowej pompy wspomagania krążenia i oddychania (tzw. ECMO), która natlenia krew i zapobiega niedokrwieniu narządów. To dało lekarzom czas, by zdecydować, co dalej.
Pompa wspomogła krążenie
Od podjęcia decyzji do podłączenia urządzenia minęło kilkanaście minut, a stan pacjenta się poprawił. Przez dwie doby jego stan był stabilny, jednak potem ponownie zaczął się pogarszać. Lekarze częściowo się tego spodziewali. ECMO natlenia krew i wspomaga pracę narządów, ale w dłuższym okresie obciąża serce, nie pozwalając mu na wyrzucanie krwi z lewej komory. U pana Radosława konieczne było więc podłączenie pompy odbarczającej lewą komorę serca.
– Te dwa urządzenia, pracujące wspólnie, w pewien sposób tworzą krótkotrwałe sztuczne serce – mówi prof. Kamiński.
Po raz pierwszy w białostockim szpitalu zastosowano taką kombinację urządzeń. Oba podłączył dr Szymon Kocańda wraz z zespołem. Wspomaganie pracy serca pana Radosława trwało niespełna dwa tygodnie. W tym czasie serce zaczęło się częściowo regenerować. Najpierw odłączono ECMO, a następnie zaplanowano odłączenie pompy wspierającej pracę serca.
– Pacjent miał naprawdę złe rokowania. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby wszystko wydarzyło się kilka godzin później – mówi prof. Tomasz Hirnle, szef Kliniki Kardiochirurgii USK.
Przed panem Radosławem dalsze leczenie. Konieczne jest ustalenie, dlaczego doszło do tej sytuacji i jak zapobiec jej w przyszłości.
Zdjęcie: USK Białystok





