Kardiolodzy i kardiochirurdzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku po raz pierwszy zastosowali zestaw urządzeń do wspomagania pracy chorego serca, które przez prawie dwa tygodnie zastępowały ten organ u chorego mężczyzny — pana Radosława.Przeczytaj także: Nowe życie pana Jana
Na początku kwietnia 35-letni pan Radosław domowymi sposobami leczył przeziębienie. Narzekał na gorączkę, ból głowy i gorsze samopoczucie, ale nie działo się nic nadzwyczajnego. Mniej więcej po dwóch tygodniach leczenia mężczyzna zaczął się jednak czuć bardzo źle. Lekarz rodzinny od razu skierował go do szpitala.– Kiedy przyjechałem tutaj, miałem problem z oddychaniem i pracą serca. Opadałem z sił. Nawet spod prysznica nie dałem rady wyjść – wspomina 35-latek cytowany w komunikacie szpitala. Nigdy wcześniej nie miał takich problemów.Lekarze stwierdzili, że pan Radosław ma ciężką niewydolność serca.U 35-latka zdiagnozowano ciężką niewydolność serca z bardzo poważnymi zaburzeniami rytmu. Był to stan bezpośredniego zagrożenia życia. Mężczyzna został przyjęty do Kliniki Kardiologii. Początkowo leczenie przyniosło szybki efekt, a stan pacjenta się poprawił. Jak mówi szef kliniki prof. Karol Kamiński, w drugiej dobie wszystko się zmieniło.– Kiedy zobaczyliśmy, że stan pacjenta zaczyna się pogarszać, przede wszystkim w parametrach krwi, od razu poprosiliśmy o konsultację pod kątem leczenia interwencyjnego – mówi prof. Kamiński.Dr Szymon Kocańda, zastępca kierownika Kliniki Kardiochirurgii USK, wyjaśnia, że pacjent był w ciężkim wstrząsie kardiogennym i miał praktycznie „stojące” serce. Jedyną możliwością uratowania życia było wszczepienie pozaustrojowej pompy wspomagania krążenia i oddychania (tzw. ECMO), która natlenia krew i zapobiega niedokrwieniu narządów. To dało lekarzom czas, by zdecydować, co dalej.
Pompa wspomogła krążenie Od podjęcia decyzji do podłączenia urządzenia minęło kilkanaście minut, a stan pacjenta się poprawił. Przez dwie doby jego stan był stabilny, jednak potem ponownie zaczął się pogarszać. Lekarze częściowo się tego spodziewali. ECMO natlenia krew i wspomaga pracę narządów, ale w dłuższym okresie obciąża serce, nie pozwalając mu na wyrzucanie krwi z lewej komory. U pana Radosława konieczne było więc podłączenie pompy odbarczającej lewą komorę serca.
– Te dwa urządzenia, pracujące wspólnie, w pewien sposób tworzą krótkotrwałe sztuczne serce – mówi prof. Kamiński.
Po raz pierwszy w białostockim szpitalu zastosowano taką kombinację urządzeń. Oba podłączył dr Szymon Kocańda wraz z zespołem. Wspomaganie pracy serca pana Radosława trwało niespełna dwa tygodnie. W tym czasie serce zaczęło się częściowo regenerować. Najpierw odłączono ECMO, a następnie zaplanowano odłączenie pompy wspierającej pracę serca.
– Pacjent miał naprawdę złe rokowania. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby wszystko wydarzyło się kilka godzin później – mówi prof. Tomasz Hirnle, szef Kliniki Kardiochirurgii USK.
Przed panem Radosławem dalsze leczenie. Konieczne jest ustalenie, dlaczego doszło do tej sytuacji i jak zapobiec jej w przyszłości.
Ta strona wykorzystuje w celach statystycznych mechanizm cookies (tzw. ciasteczek). Dalsze korzystanie z serwisu oznacza, że pliki cookies będą zapisywane w pamięci urządzenia. W konfiguracji przeglądarki można zmienić ustawienia dotyczące obsługi tych plików. AkceptujęDowiedz się więcej