Transplantologia


Podziel się

Dowiedz się więcej o akcji

Czytaj

Słoneczko, jedziesz na operację!

 

23-letnia Jesika Misztal obchodziła niedawno szczególną rocznicę, w grudniu minął rok od udanego przeszczepu serca. Zachorowała nagle, to był dla wszystkich szok.

Gdy Jesika, studentka zdrowia publicznego na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi zaczęła kaszleć i męczyć się przy najmniejszym wysiłku, była pewna, że jest przeziębiona. Był listopad, pogoda sprzyjała takim infekcjom. Początkowo leczono ją na zapalenie oskrzeli. Lekarstwa nie pomagały, czuła się coraz gorzej. Potem któryś z lekarzy stwierdził, że to najprawdopodobniej koklusz. Wreszcie ktoś zdecydował, że trzeba zrobić prześwietlenie klatki piersiowej. Wtedy jasne stało się, co dolega dziewczynie. Na zdjęciu było widać, że serce jest bardzo powiększone. Lekarz rodzinny skierował ją do szpitala w Kutnie, gdzie lekarze stwierdzili, że dziewczyna cierpi na niewydolność serca. – Przyczyną była najprawdopodobniej grypa – mówi Jesika.

Wszystkie narządy pracowały coraz gorzej

Ze szpitala w Kutnie została przewieziona na oddział kardiologii szpitala MSWiA w Warszawie. Tam lekarze próbowali jeszcze podreperować lekami gasnące serce. Nie udało się. Po niespełna tygodniu przewieziono ją do Instytutu Kardiologii w Aninie. To jedna z kilku placówek w Polsce, w których wykonuje się przeszczepy serca. Z dziewczyną był już bardzo źle. Uszkodzone serce nie pompowało wystarczającej ilości krwi, zaczynała się u niej niewydolność wielonarządowa. – Miałam świadomość, że jestem w bardzo ciężkim stanie – mówi.

Do Anina Jesika została przewieziona o g. 21 wieczorem. Kilka godzin później lekarze wzięli ją na stół operacyjny. Usunęli jej skrzeplinę z serca i wszczepili system wspomagania lewej komory. Dowiedziała się, że jedyną szansą na przeżycie jest dla niej przeszczep serca, pilny. – Byłam bardzo słaba. Nawet po wszczepieniu wspomagania frakcja wyrzutowa lewej komory była u mnie w okolicach 10 proc. Nie byłam w stanie się umyć, pójść do ubikacji. Przy próbach wstania z łóżka mdlałam. Gdy udało mi się przejść 30 metrów, rehabilitanci uznali to za wielki sukces – wspomina dziewczyna. Leżała na sali pooperacyjnej. Mówi, że to był okres pełen bólu i cierpienia. Ciągle wymiotowała, nie była w stanie nic jeść, czuła się fatalnie. Miała świadomość, że pompa nie pomaga jej tak, jak by się tego można było spodziewać.

Lekarze zastanawiali się na wszczepieniem jej kolejnych urządzeń. 20 grudnia wieczorem do jej łóżka podeszła lekarka opiekująca się nią na oddziale. – Słoneczko, rano jedziesz na operację – powiedziała. Jesika nie załapała, o co chodzi. – Mamy serce dla ciebie – gdy to usłyszała, nie mogła na początku uwierzyć. Dzielnej dziewczynie kibicował cały oddział. W nocy próbowała jakoś zasnąć, rano obudzono ją, by przyjęła pierwszą dawkę leku immunosupresyjnego, który zapobiega odrzuceniu przeszczepionego narządu. Przygotowała sobie wcześniej wiadomość sms, którą potem jadąc na blok operacyjny wysłała do znajomych i przyjaciół. Operacja się udała. Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra spędziła jeszcze na bloku pooperacyjnym, bo lekarze obawiali się powikłań. Gdy kolejna już biopsja wykazała, że nie ma odrzutu, lekarze wypuścili ją do domu. – Zdrowa osoba nawet nie ma świadomości, jak wiele radości może dać to, że człowiek jest się znowu w stanie samodzielnie umyć czy pójść do ubikacji – mówi Jesika.

Powrót na studia

Dziewczyna skończyła Studium Pracowników Medycznych i Społecznych zdając w czerwcu egzamin zawodowy i zdobywając zawód technika masażysty, w październiku, jeszcze w ochronnej maseczce, bo musi bardzo uważać na infekcje, wróciła na studia.

Bije w niej najprawdopodobniej serce 30-letniego mężczyzny. – Choć ostatnio lekarz w czasie koronarogafii powiedział, że naczynia są tak drobne, że to pewno serce kobiety – mówi. Opowiada, że po przeszczepie ciągle słyszała bicie swojego nowego serca. – Moje pierwsze było już w tak złym stanie, że w zasadzie nie było czuć, że w ogóle jeszcze pracuje – wspomina Jesika.

Stara się propagować noszenie oświadczeń woli i świadome dawstwo narządów. – Nikt z nas nie wie, czy to nie on znajdzie się w sytuacji, kiedy by żyć, będzie potrzebować nowego serca, wątroby czy nerki – przypomina.


Już 13 kwietnia spotykamy się w Wiśle!

Czytaj więcej...
Partnerzy