Transplantologia


Podziel się

Dowiedz się więcej o akcji

Czytaj

3,5 roku z torbą na ramieniu

 

Jacek Konat z Bodzentyna miał zaledwie 21 lat, gdy przeszedł poważny udar. Od tego czasu minęło 20 lat, mężczyzna jest już po przeszczepie serca.

W 1997 roku gdy pan Jacek zaczynał zasadniczą służbę wojskową wydawało się, że jest okazem zdrowia. Do cywila wrócił w styczniu 1999 roku. Nie minął rok, a zaczął mieć poważne problemy, w listopadzie trafił do szpitala po udarze. – Miałem bardzo niskie ciśnienie, lekarz wykonał echo serca, okazało się, że mam zapalenie mięśnia sercowego – opowiada pan Jacek.

Nawet winogrona miały za dużo wody

Już wtedy lekarze kardiolodzy uprzedzili go, że najprawdopodobniej nadejdzie taki moment, że by dalej żyć, będzie potrzebować transplantacji serca. Mijały lata, o on jako tako funkcjonował, mimo uszkodzonego serca. Rehabilitacja zdziałała cuda, choć po udarze zostały mu niedowłady, zwłaszcza ręki, wrócił do samodzielności. Skończył studia, najpierw inżynierskie, informatykę w zarządzaniu, a potem magisterskie, rachunkowość.

Aż do 2014 roku nic się strasznego nie działo. Potem jednak z miesiąca na miesiąc zaczął się coraz gorzej czuć. Czuł się ciągle zmęczony i pozbawiony sił, szybko się męczył, dokuczały mu duszności. Przy niewydolnym sercu z czasem nawet nie trzeba podejmować żadnego wysiłku, by nie móc zaczerpnąć tchu. – By się nie dusić, musiałem sypiać na siedząco – opowiada mężczyzna. Niewydolne serce to także zatrzymywanie się wody w organizmie, m.in. w płucach. Lekarze zalecili panu Jackowi duże ograniczenia w ilości przyjmowanych płynów. Przestrzegał tych zaleceń, ale to nie zawsze wystarczyło. – W szpitalu w Kielcach, do którego trafiłem, odwiedzili mnie znajomi, przynieśli mi winogrona. Wystarczyło, że je zjadłem, a zalała mnie woda – wspomina

Bywał w tak złym stanie, że lekarze podawali mu morfinę. Zdecydowali też, że w jego przypadku niezbędna jest kontrapulsacja wewnątrzaortalna, do jego tętnicy wprowadzono specjalny balon wspomagający pracę serca i zapobiegający wstrząsowi kardiogennemu.

Karetką do Zabrza

W styczniu lekarze ze szpitala w Kielcach stwierdzili, że ich możliwości się kończą i wysłali pana Jacka karetką do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Tam profesor Marian Zembala poinformował go, że konsylium lekarskie uznało, iż jedyną szansą jest przeszczep serca. By doczekać do przeszczepu, pan Jacek został przez zakwalifikowany do wszczepienia pompy heartware wspomagającej krążenie. Dostał pompę o przepływie ciągłym, niewielkich rozmiarów, którą można bez problemu nosić w torbie na ramieniu. Pan Jacek mógł zostać wypisany z tym urządzeniem do domu. – Poczułem się znacznie lepiej – opowiada.

Oczywiście, życie z pompą wymaga dyscypliny – trzeba zmieniać opatrunki, w nocy ładować baterie, urządzenie może się popsuć. Pan Jacek ze względu na niedowład ręki miał problem np. z zabezpieczeniem urządzenia przed zalaniem w czasie kąpieli, ale pomagali mu rodzice. – Moja mama, nauczycielka z zawodu, spisywała się doskonale, jak wykwalifikowana pielęgniarka. W Zabrzu bardzo ją zawsze chwalili – mówi mężczyzna.

Nowe serce

Pan Jacek przeżył z pompą na ramieniu 3,5 roku. Dwa razy doszło do powikłań związanych z zakrzepami, ale lekarzom udało się je w porę opanować. 19 lipca zeszłego roku zadzwoniła do niego Bogumiła Król, koordynatorka transplantacyjna ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Zaczęła go dopytywać m.in. o wagę i wskaźnik INR, który ocenia stan układu krzepnięcia krwi. – Powiedziałem mamie, że dzwonili z Zabrza, ale to pewno nic takiego, skoro nie dzwonią kolejny raz. W tym momencie pani Bogumiła zadzwoniła do mnie z informacją, że jest zgodność i wysyła po mnie karetkę – opowiada pan Jacek.

Mówi, że wybudzenie się po narkozie wspomina lepiej,  niż to to wszczepieniu pompy, bo wiedział, czego się spodziewać, że będzie miał np. rurkę intubacyjną w gardle. 8 sierpnia wrócił do domu. – Moje życie zmieniło się o 180 stopni – mówi. Ze względu na niedowład nie może uprawiać sportów, ale dużo chodzi, stara się aktywnie spędzać czas. Ma też nadzieję na to, że uda mu się podjąć pracę. – Fizycznie pracować raczej nie będą mógł, ale jakaś umysłowa praca byłaby dla mnie – mówi.

 

 


Za nami jubileusz Biegu po Nowe Życie!

Czytaj więcej...
Partnerzy