Chłopiec, którego sytuacja w ostatnich dniach poruszyła całą Polskę, urodził się w 2013 roku z wrodzoną wadą serca HLHS. To wada, w której lewa komora, zastawka mitralna, zastawka aortalna oraz aorta wstępująca są niedorozwinięte lub nieprawidłowo rozwinięte. Takie serce nie jest w stanie pompować natlenowanej krwi do całego organizmu. Chłopiec przeszedł kilka operacji. Miał rozrusznik serca.
Stan Tymona zaczął się pogarszać
Pod koniec 2024 roku stan chłopca zaczął się pogarszać. 19 sierpnia 2026 roku po kolejnym zabiegu cenikowania serca jego stan drastycznie się pogorszył, od 20 sierpnia był podłączony do ECMO i wpisany na pilną listę biorców. Leżał na Oddziale Intensywnej Terapii (OIT) w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.
Rodzina chłopca zwróciła się z poruszającym apelem do bliskich osób umierających na OIT. – Jeśli stoicie dziś w obliczu tragedii i wiecie, że medycyna jest już bezradna – błagamy, zgódźcie się na dawstwo narządów. Wasza, choć tak niewyobrażalnie trudna, decyzja to jedyna szansa na to, by Tymon mógł dalej żyć – napisali.
Znalazło się serce
We wtorek 25 sierpnia wieczorem przyszła informacja, że jest serce, od zmarłego dawcy z Pragi. Tymon został przetransportowany do Warszawy. Zabieg miał wykonać zespół prof. Mariusza Kuśmierczyka, kierownika Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Niestety, w przypadku Tymona było już za późno. Miał sepsę. Serce otrzymał inny chłopiec, który przyszedł na świat z taką samą wadą jak Tymon.
Rodzice Tymona mają nadzieję, że nagłośnienie historii pomoże innym osobom czekającym na przeszczepienie. Chcą się nadal anagażować w promocję transplantologii.
Zdjęcie: Archiwum rodzinne





