PROFESOR WŁODARCZYK O TRANSPLANTACJACH NEREK
Jeśli jest cokolwiek, co może nadać śmierci sens, to tylko to, że umierając, możemy jeszcze podarować komuś życie, że nasza cząstka, serce, wątroba, płuco czy nerka będzie żyła w innej osobie — mówi prof. Zbigniew Włodarczyk.
Przeczytaj także: Tomek został bohaterem.
Transplantacje nerek w Polsce wykonuje w tej chwili kilkanaście ośrodków. Czy to wystarczającą ilość?
Prof. dr hab. n. med. Zbigniew Włodarczyk, kierownik Katedry Transplantologii i Chirurgii Ogólnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu Collegium Medicum w Bydgoszczy: – Mamy wystarczającą ilość ośrodków, są one w każdej części Polski. Jeśli mamy z czymś problem, to z tym, że wciąż spotykamy się ze sprzeciwami co do pobrania narządów.
Polska nie jest pod tym względem jednorodna. Są regiony, w których pobrań jest dużo, od lat, takie jak np. województwo zachodniopomorskie, ale są i takie, gdzie tych pobrań jest mało, dotyczy to zwłaszcza regionów wschodniej Polski. Tymczasem na pewno liczba przypadków śmierci, po której można było pobrać narządy, jest we wszystkich regionach podobna.
Słychać czasem opinie, że skoro są takie dysproporcje dotyczące pobrań narządów, to może powinno się brać je pod uwagę przy ich relokacji.
– Moim zdaniem to bardzo zły pomysł, mam nadzieję, że nigdy nie zostanie wcielony w życie. Bo efektem byłaby odpowiedzialność zbiorowa i karanie zwykłego Kowalskiego, pacjenta, który absolutnie nie jest winny temu, że tak się dzieje. Widać, jak bardzo jest potrzebna nadal edukacja. To na nią powinniśmy przede wszystkim postawić. Angażujemy się w takie przedsięwzięcia, stąd np. Forum Młodych, które po Gdańsku, Katowicach, Szczecinie i Warszawie odbędzie się w Bydgoszczy.
Jeśli ktoś się waha, czy zostać po śmierci dawcą, co by mu pan powiedział?
– Jeśli jest cokolwiek, co może nadać śmierci sens, to tylko to, że umierając, możemy jeszcze podarować komuś życie, że nasza cząstka, serce, wątroba, płuco czy nerka, będzie żyła w innej osobie.
Wykonujemy nadal znacznie mniej transplantacji od żywych dawców, niż to się robi w innych krajach Europy. Dlaczego?
– Zastanawiam się nad tym i nie wiem. Gdybyśmy wiedzieli, na pewno byśmy to zmienili. Z jednej strony, tych transplantacji jest mało, a z drugiej, bijemy rekordy, jeśli chodzi o rejestrowanie się jako potencjalni dawcy szpiku. Może bardziej skrupulatnie, niż inni, podchodzimy do badania potencjalnych dawców, częściej ich wykluczamy? Może jesteśmy bardziej schorowanym społeczeństwem i dlatego możemy do pobrania zakwalifikować mniej osób? Na szczęście także liczba takich transplantacji rośnie, w zeszłym roku wykonaliśmy ich w Polsce ponad 80.
Transplantologia w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 im. dr A. Jurasza w Bydgoszczy obchodzi 25. lecie istnienia. Jakie były jej początki?
– Wszystko zaczęło się pod koniec lat 90. Pracowałem wtedy w ośrodku poznańskim. Prof. Jan Domaniewski, ówczesny rektor Akademii Medycznej w Bydgoszczy zaproponował mi pracę przy tworzeniu ośrodka przeszczepiającego nerki. Oddano na ten cel nawet skrzydło bydgoskiego szpitala. Wszystko się sprawnie udało zorganizować, pierwsza transplantacja odbyła się tutaj już wiosną 2000 roku.
Przeczytaj także: Pobranie po latach przerwy.
Pamięta pan pierwszych pacjentów?
– Oczywiście, że pamiętam, zwłaszcza że bardzo szybko zaczęliśmy wykonywać właśnie transplantacje rodzinne. Podczas pierwszej takiej operacji w naszym ośrodku brat oddał nerkę siostrze. Pacjentka żyje, mamy z nią kontakt. Były lata, gdy szpital w Bydgoszczy należał do najaktywniejszych ośrodków w Polsce. Na przykład w 2003 roku wykonaliśmy ponad 100 transplantacji nerek.
Możemy się pochwalić także innymi osiągnięciami. W 2016 roku wykonaliśmy drugie w Polsce przeszczepienie krzyżowe. Nerkami na krzyż wymieniły się małżeństwa z Bydgoszczy i Torunia.
Dawniej zdarzało się, że do transplantologów trafiali pacjenci, dla których było już za późno, nie zostali w porę zakwalifikowani do przeszczepienia. Jak dzisiaj wygląda współpraca z nefrologiami?
– Kiedyś faktycznie pokutowało przekonanie, że pacjent, nim przejdzie kwalifikację do transplantacji, musi być przez jakiś czas dializowany. Dzisiaj już raczej nikt tak nie uważa. Ta współpraca jest coraz lepsza, uruchomiliśmy w szpitalu poradnię konsultacyjną, właśnie specjalnie z myślą, by rozwiewać różne wątpliwości.
Czy jest jakaś górna granica wieku pacjentów, którym przeszczepiacie nerki?
– Nie ma takiej granicy. Najważniejszy jest nie wiek metrykalny, ale wiek biologiczny potencjalnego biorcy. Oczywiście, transplantacja, która jest złotym standardem leczenia, nie jest rozwiązaniem dla wszystkich.
Są pacjenci, których ze względu na współistniejące choroby, takie jak np. zaawansowano choroba serca czy niewydolność innych narządów, musimy zdyskwalifikować. Pacjenci z dodatkowymi poważnymi chorobami mogliby nie przeżyć takiej operacji. Zawsze indywidualnie oceniamy stan każdego pacjenta, wybieramy najlepsze rozwiązanie dla tej konkretnej osoby.
A kwestie społeczne
– Oczywiście nie bierzemy pod uwagę zawodu, zajmowanego stanowiska czy pozycji społecznej. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie sytuację, że pacjent zmarnował już dwa przeszczepy, bo nie brał leków immunosupresyjnych, nie stosował się do zaleceń lekarzy. W takiej sytuacji nie powinien dostać kolejnej nerki, bo pewno też zmarnuje kolejną szansę.
Dlaczego został pan lekarzem?
– Trudne pytanie. W połowie szkoły średniej zacząłem się interesować naukami przyrodniczymi. Mój wujek był patomorfologiem, bywałem u niego w pracy. Najpierw interesowała mnie chemia, potem to była medycyna. Ani przez chwilę nie żałowałem, że tak wybrałem.